Jesteś tutaj: » biolander.com » blog » Kosmetyki ze sklepu Biolander

Kosmetyki ze sklepu Biolander

« Poprzednia strona | Blog - strona główna

Podobno cudów nie ma, istnieją tylko szczęśliwe przypadki.

Cudownie zatem, że taki przypadek przytrafił się ponad 2 miesiące temu mojej skórze. Ale zacznijmy od początku…

Posiadam cerę z młodzieńczymi problemami trądzikowymi (głównie zaskórniki), w ciągu kilku lat, z miesiąca na miesiąc, stawała się ona, coraz bardziej: zmęczona, tłusta z jednoczesną tendencją do przesuszania, ziemista, przewrażliwiona. Maskowanie tych problemów rzadko było skuteczne, dodatkowo zatykało monstrualnej wielkości pory i pogarszało ogólny stan. Testowałam wiele kosmetyków z półkowych nizin, wyżyn i środka.

W większości wypadków kosmetyki, które miały zwalczać w/w problemy okazywały się nieskutecznymi mazidłami w ładnych opakowaniach. Pewną poprawę zauważyłam jedynie po użyciu kosmetyków „aptecznych” marek typu Vichy, Avene, itp. Z tym, że choć wreszcie zauważalne, były to zmiany kosmetyczne i na chwilę.

Od dłuższego czasu tu i ówdzie docierały do mnie informacje, o szkodliwości składników używanych do wyrobu ok.90% kosmetyków dostępnych na rynku (niezależnie od „półki”). Parabeny, SLS i wiele innych pojawiających się w kosmetykach nierzadko reklamowanych jako naturalne, organiczne itd.

Z jednej strony pojawia się myśl – no cóż ta wszędobylska chemia to znak naszych czasów, jej odrobina w kremie to przecież „nic takiego”. Rzeczywiście, tak postrzegając sprawę można wzruszyć ramionami i smarować się dalej.

Zapominamy jednak nader często, że skóra największym organem naszego ciała, a biorąc jednak pod uwagę, że średnio dziennie, my kobiety używamy preparatu do mycia twarzy, toniku, wody micelarnej (hit ostatnich czasów niestety jego deklarowana łagodność rzadko oznacza „łagodny” skład), kremu na dzień, kremu na noc, maseczek oraz całej masy kosmetyków kolorowych, a każdy z tych produktów zawiera min. jeden środek chem., który nie jest obojętny dla naszego zdrowia to sytuacja zaczyna się komplikować.

Pamiętajmy, że coraz więcej szkodliwych czynników przenika także do wody, pożywienia, powietrza. Większość producentów kosmetyków podobnie jak wytwórcy produktów spożywczych, pomimo deklarowanych prerogatyw, dbają przede wszystkim o zysk, nie zaś, o potrzeby i zdrowie konsumentów.

Tak, jak przekonują nas do siebie pięknie a nienaturalnie błyszczące płody rolne z upraw opartych na chemii, umyte wędliny z supermarketowych stoisk, tak zachęcają nas do kupna koncerny kosmetyczne – obiecując wysoką skuteczność, ale… naszym kosztem.

Pozyskiwanie cennych składników z natury często wiąże się z wyższymi kosztami produkcji, ze spowolnieniem samego procesu produkcji, zatem większość producentów idzie na łatwiznę oferując nam koktajle z całą tablicą Mendelejewa i kilkoma procentami jakiegoś wywaru organicznego (co się potem najbardziej eksponuje w reklamie „czyniąc” produkt „naturalnym”).

Z drugiej strony produkty typu „bio” stają się w naszym świecie paradoksu coraz popularniejsze, znów szerokie pole do popisu, korzystając z nieświadomości czy niewiedzy klientów mają nieuczciwi producenci/sprzedawcy, bezprawnie posługujący się etykietkami „naturalne”.

Choć w tym gąszczu (dez)informacji trudno się odnaleźć, ja znalazłam bezpieczną dla mojej skóry przystań. Po prostu wpisałam w internetowej wyszukiwarce „bio kosmetyki” i po przejrzeniu kilku(nastu) wyników dotarłam do internetowego sklepu Biolander.

Chociaż termin „sklep” w tym przypadku to za mało. Odwiedzanie WWW.biolander.com wykracza poza standardowe zawieranie umów cywilno-prawnych w stylu: kupuj i płać. To co mnie urzekło, to wyczuwalna pasja twórców/pomysłodawców Biolandera w tym co robią.

Odwiedzam zatem nie tylko internetowe stoisko z kosmetykami, Biolander to także swego rodzaju sposób na życie w zgodzie z naturą, garść informacji m.in. z dziedziny pielęgnacji i sympatyczna atmosfera będąca wynikiem fachowo przygotowanej witryny WWW a przede wszystkim uprzejmej i rzetelnej obsługi.

Mam już taki mały rytuał, że co jakiś czas zasiadam przed laptopem z kubkiem aromatycznej herbaty i przeglądam nowe produkty/artykuły a także z zainteresowaniem wczytuję się w recenzje kosmetyków napisane przez innych klientów. Te ostatnie są kolejnym mocnym punktem Biolandera, często ułatwiają podejmowanie decyzji o ewentualnym zakupie.

Jeszcze jedną godną odnotowania zaletą przy zakupie kosmetyków w tym miejscu – jest możliwość wcześniejszego nabycia próbek większości oferowanych produktów. Obecnie po ponad 2 miesiącach codziennego stosowania różnorakich kosmetyków z Biolanderowej oferty o kolejnych zakupach mówię w tym przypadku jako o pewniku. Dlaczego? Moja skóra, której wcześniejszy ogólny stan nakreśliłam we wstępie, zaczęła żyć nowym życiem, dostała drugą szansę.

Nigdy nie przypuszczałam, że kilkanaście kosmetyków bez których nie wyobrażałam sobie do niedawna porannej toalety + makijażu, zamienię w końcu na jedynie: kostkę mydła, buteleczkę olejku i puder mineralny.

Po tylu bolesnych dla cery i kieszeni rozczarowaniach, eksperymentach sięgnąwszy w końcu po naturalne i bio kosmetyki przeżyłam spory, ale bardzo pozytywny szok, tym bardziej, że pierwsze efekty były widoczne już po jakimś tygodniu.

Cera z ziemistej stała się z czasem pięknie, delikatnie zaróżowiona, porcelanowa. Pory są zwężone, znacznie ograniczyło się powstawanie zmian takich jak wągry, wypryski (jeżeli się pojawiają to obecnie głównie z powodu gospodarki hormonalnej uwarunkowanej cyklem menstruacyjnym).

Niespodzianką jest dla mnie kwestia sebum. Wcześniej stosowałam chemiczne pożeracze tłuszczu, ale im intensywniejsze tym efekt ostatecznie był gorszy bo sebum to naturalna ochrona skóry produkowana przez organizm. Walka z nim do pewnego stopnia przypomina walkę z wiatrakami, nie sposób jej wygrać do końca bo cera samonatłuszczać się musi, ale można dodatkowo jej zaszkodzić, bo zamiast radzić sobie z ze szkodliwymi czynnikami zew. i wew., wzięta zostaje w drugi ogień z ciężkiej chemii.

Efekt i więcej tłustego filmu i coraz gorsza ogólna kondycja cery. Teraz kiedy wreszcie przestałam z nim walczyć, moją twarz smaruję nawet olejkami (np. zamiast kremu), także pod (naturalny) makijaż i proszę mi wierzyć – świecę o wiele mniej niż przed powrotem do natury!

Czego używam? Mydła Alepia Premium – przetestowałam setki mydeł, ale pierwszy natrafiłam na takie, które nie tylko mniej czy bardziej nie wysusza skóry, ale wręcz ją nawilża! To ostatnia rzecz jakiej spodziewałabym się po niepozornym w sumie mydełku w kostce. Mydełku, które sprawdza się także jako szampon i w higienie intymnej.

Alep Premium z olejkiem z Nigelle – używam do mycia ciała i już zrezygnowałam z jakichkolwiek balsamów do ciała! Alep Premium z glinką Alep – wspaniały wszechstronny kosmetyk do twarzy – używam do mycia, jako maseczkę i peeling – myślę, że ma ono swój nie mały udział w utrzymywaniu cery bez „niespodzianek”

Mydło czarne np. Alep – pierwszy raz spotkałam się z takim tworem. Nazwa może być nieco myląca bo savon noir nie służy do mycia. To peeling enzymatyczny, świetna baza przed delikatnym peelingiem mechanicznym/masażem za pomocą rękawicy Kessa. Taki rytuał oczyszczenia (raz na tydzień/2tyg.) zakończony aplikacją olejku np. arganowego w połączeniu z codzienną pielęgnacją mydłami Alep Premium sprawia, że skóra do szczęścia nie potrzebuje już nic więcej.

Oleje Alepia i maceraty olejowe – wszechstronne zastosowanie jako kuracja w nagłych wypadkach, komponent domowych maseczek, zamiast kremu itp.

Olej Alepia Nigelle – świetnie łagodzi podrażnienia, zamiany łuszczycowe, a także jako jedyny jadalny olej z oferty, pomaga zachować świeży oddech. Olej Alepia Argan – znakomicie nawilża (podobnie zresztą jak Nigelle) więc z powodzeniem można używać go jako kremu do twarzy, niezastąpiony po peelingu ciała.

Olej Alepia Alep – niezastąpiony jako kontynuacja oczyszczania twarzy, np. z /lub po maseczce oczyszczającej lub zmieszany razem z pozostałymi jako maseczka do włosów.

Macerat z opuncji figowej – to właściwie taki mój krem na dzień/noc. Mimo, że to olejek, bardzo ładnie się wchłania tak, że stanowi dobrą bazę pod makijaż. Choć w małej buteleczce jest bardzo wydajny i co bardzo sobie cenię w kosmetykach naturalnych – ten jak i jemu podobne doskonale nadaje się również pod oczy (zawsze to jeden produkt mniej na półce )

Łagodzą opuchnięcia, zmniejszają cienie pod oczami, łagodzą drobne zmarszczki, spowalniają proces starzenia.

Kosmetyki do makijażu – mineralne.

Jak w przypadku każdej „kolorówki” warto zamówić wcześniej próbkę pudru/cienia do powiek itp. Nie każdy odcień w rzeczywistości wypada tak jak na zdjęciach, choć w przypadku Biolandera i za to też należy się uznanie – wszelkie odcienie są sumiennie opisane! Sypki podkład mineralny – do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, że taki podkład w ogóle istnieje.

Dla mnie to taki kosmetyk wszechczasów – delikatnie kryjący, pory i blizny po trądzikowe stają się mniej widoczne, wyrównuje koloryt i fakturę skóry, ale w odróżnieniu od wszelkich innych podkładów nie tylko nie szkodzi (nie zapycha porów), ale dostarcza skórze cennych minerałów.

Podkład ten, sam w sobie naturalny, daje również naturalne wykończenie. Nie ma tu mowy o żadnym „efekcie maski”! Jeżeli poprawnie dopasujemy odcień i nałożymy podkład – buzia wydaje się niczym nie pomalowana, naturalnie piękna. Jest to również wyjątkowo wydajny produkt.

Przy pierwszym kontakcie z sypką postacią możemy mieć jedynie problem z aplikacją – sposobów jest kilka np. zmieszanie z używanym kremem lub rozprowadzenie za pomocą pędzla(delikatnie wcierając kolistymi ruchami).

Ten drugi sposób wymaga nieco wprawy, ale z pędzlem typu kabuki, moim zdaniem jest to najlepsza droga do poprawnego, szybkiego i higienicznego nałożenia, choć początkowo nie bardzo wiedziałam jak się za to zabrać – teraz nie wyobrażam już sobie powrotu do kremowych/płynnych wersji.

Zdarza mi się jedynie mieszać odrobinkę z kremem lub olejkiem by tą jednolitą masę zaaplikować pod oczy jako znakomity zresztą – korektor. Puder mineralny – znakomite uzupełnienie/odświeżenie makijażu.

Jakkolwiek sypki podkład dobrze trzyma się przez cały dzień, tak puder zwłaszcza satin glow wprowadza w jego tonację odrobinę życia, odświeża ją.

Cienie do powiek – Biolander oferuje takie bogactwo odcieni, że można dostać oczopląsu, a makijaż oka wywoływać będzie zachwyt. Łącząc ze sobą oferowane cienie mamy tysiące możliwości – cienie matowe, cienie półprzeźroczyste, o jednym kolorze głównym ale dodatkowo mieniące się innym.

A wszystkie jako mineralne -nieszkodliwe dla oczu. Oprócz przepięknych barw, cienie te mają jeszcze jedną ciekawą właściwość – podczas gdy inne po paru godzinach spływają, lub migrują na powiece tworząc później tłuste wałeczki, te mineralne po jakimś czasie ulatniają się, czarodziejsko znikają z powieki, następuje to jednak bardzo powoli, zatem trwałość jest porównywalna z innymi, także nie mineralnymi cieniami.

Podobnie jak pozostałe kosmetyki mineralne, cienie do powiek są bardzo wydajne. Gdybym miała wskazać jakąś wadę – zdarza się, że czasem ten „magiczny pył” trudno jest wydobyć z pudełeczka. Ale i na to są sposoby.

Opisane powyżej kosmetyki to jedynie wąski wycinek oferowanych i/lub już sprawdzonych przez mnie produktów do nabycia w sklepie Biolander, a które mogę z czystym sumieniem polecić.

Wszystkie je łączy komfort towarzyszący przy ich stosowaniu, z komfortem psychicznym związanym z widzialnymi efektami ich działania, przy jednoczesnej świadomości, że działa się raczej z naturą niż przeciw niej.

Oby takie idee przenosiły się też na inne sfery naszego życia.

PANI KATARZYNA Z POZNANIA. 

Zapraszamy do naszego sklepu - http://biolander.com/